AMF Fundacja Nasza Droga

Rok 2019-2020
fundacyjny rok dotykania Wszechświata

Kamienie milowe naszej drogi...

Rok 2011 - listopad

 

            Dnia 4 listopada 2011r. w Infocentrum odbyło się spotkanie, podczas którego była prowadzona dyskusja na temat: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3,1) – o czterech porach roku życia.

            Spotkanie moderowane przez p. dr Ewę Krawiecką rozpoczęliśmy od krótkiego ćwiczenia. Naszym zadaniem było złożenie drugiej osobie wymyślonych gratulacji. Okazało się, że nie jest to wcale taki proste, w szczególności, gdy adresatem naszych słów była nieznajoma osoba. Jednakże każdy próbował wykonać polecenie jak najlepiej i już po chwili można było usłyszeć bardzo pomysłowe gratulacje, m.in. z okazji zdobycia Oscara, przepłynięcia wpław oceanu, trafnego wyboru swetra, czarującego uśmiechu, zajęcia pierwszego miejsca w konkursie „Niemcy bez tajemnic”. W ten oto zabawny sposób zostaliśmy ponownie wprowadzeni w zagadnienie personalizmu.

            W trakcie dyskusji przypomnieliśmy sobie, że personalizm traktuje człowieka jako osobę, której niezwykła godność i możliwości rozwoju nie mają żadnego odpowiednika w świecie rzeczy i zwierząt. Zatem osoba jest najważniejsza. Trzeba jednak zauważyć, że bycie osobą to nie stan, to przede wszystkim umiejętność wyrażania samego siebie poprzez obowiązki i zadania, które zostają nam przydzielone. To powołanie do życia w świadomości i wolności, ale również do podjęcia odpowiedzialności za własne działania.

            Słuchając wykładu zaczęliśmy się więc zastanawiać: kim jest człowiek? Do czego jesteśmy powołani? Jakie zadania zostały nam przydzielone? Co w naszym życiu jest najważniejsze? – to tylko niektóre z pytań, które krążyły po naszych głowach. Pani Ewa w bardzo interesujący sposób opowiadała nam o tym wszystkim. Mówiła czym powinniśmy się kierować, na co zwracać uwagę. Dowiedzieliśmy się również, że człowiek zostaje powołany do życia we wspólnocie. Nikt z nas nie jest samotną wyspą, a trwanie w tym przekonaniu to poniekąd wyrzekanie się własnego człowieczeństwa, ponieważ osoba wyraża się właśnie poprzez obecność, dialog – ze sobą, drugą osobą i Bogiem oraz przez spotkanie.

            Potem przyszła pora na następne bardzo ważne hasło: praca nad sobą. Po raz kolejny zostało przypomniane, że człowiek uczy się i rozwija całe życie, więc wymagajmy od siebie, jak najwięcej! „Człowiek jest [przecież] wezwany do przerastania siebie w sobie samym” (Bł. Jan Paweł II) i pomimo, że różne są pory roku życia to żadna z nich nie zwalnia nas z tego obowiązku. Wręcz przeciwnie! Każda pora charakteryzuje się innymi cechami, które trzeba i warto poznać, a w całym tym procesie ważne jest myślenie. Pani Ewa zaproponowała nam abyśmy próbowali myśleć metaforycznie. Dzięki używaniu metafor rozwijamy swoją wyobraźnię, poszerzamy zakres słownictwa i horyzonty myślowe. Nie ograniczamy się, przez co stajemy się otwarci na świat i drugiego człowieka oraz gotowi na nowe zadania.

            Podczas dyskusji były odtwarzane fragmenty filmu „Flamenco, flamenco” (reż. Carlos Saura) oraz videoklip przygotowany przez poznańskich licealistów „Ludzkie maki”. Pobudzały one do refleksji, opowiadały o przemijaniu, dorastaniu, ale także o tym, że w każdej porze roku życia można być szczęśliwym, pełnym wigoru i optymizmu.

            Na zakończenie każdy z uczestników spotkania otrzymał kartkę z  poezją flamandzkiego pisarza Phila Bosmansa, a stypendyści otrzymali również zadanie domowe.
Rozchodziliśmy się w miłej atmosferze, pełnej uśmiechów i okrzyków: „Człowieku, ja Ciebie lubię” zaczerpniętych z otrzymanych wierszy.

Małgorzata Legacka

 

Zadanie domowe

  • Wybierz najważniejsze dziedziny swego życia (np. miłość, przyjaźń, hobby, nauka).
  • Wymyśl metafory, które najlepiej je określają.
  • Zastanów się, ulepsz, zmień, aby były jak najlepsze i oddające naprawdę Ciebie.
  • Umieść metafory na kartce lub pulpicie komputera i opatrz je nagłówkiem: „Będę żył zgodnie z tymi metaforami”.

W sobotę 5.11.2011r. odbyły się warsztaty otwarte: „Patrzeć – widzieć – rozumieć człowieka”. Były one kontynuacją spotkań dotyczących rozważań nad istotą człowieczeństwa w każdej porze jego życia. Zajęcia obfitowały w różnego rodzaju ćwiczenia, wymagające dobrej, harmonijnej współpracy w grupie, skupienia, kreatywnego myślenia, ale przede wszystkim zaufania drugiej osobie.

            Zainspirowani niedawną wizytą w Laskach mieliśmy cykl ćwiczeń „z przepaską na oczach”. Podzieleni na grupy i rozproszeni po sali musieliśmy odnaleźć swoją drużynę tylko po wydawanych przez jej członków odgłosach. Najłatwiej było dotrzeć do tych, którzy wydawali głośny, niepowtarzalny dźwięk. Celem zadania było pokazanie, że osoby ciche, nieśmiałe często są niedostrzegane. Kolejnym ćwiczeniem było przeprowadzenie niewidomego przez kręty tor pełen przeszkód – krzeseł i stolików. Osoba prowadząca musiała tak pokierować niewidomym, by ten w bezpieczny sposób dotarł do mety. Okazało się, że najtrudniejszą czynnością było bezgraniczne zaufanie drugiej osobie.

            Dalszy ciąg warsztatów to zadania wymagające pomysłowości, a także wyciszenia. Niektórym z nas zostały przypięte tzw. etykietki – i te osoby na kilka minut, dopóki nie odgadły kim są, stały się m.in. głupią blondynką, bezdomnym, jedynym tu Murzynem, chorym psychicznie, szefem... Reszta grupy musiała taktować ich w taki sposób, by odpowiadał wymogom, jakie stawiają etykietki. Miało to dac do myśłenia, czy w życiu nie przypinamy pochopnie innym etykiet i nie sprawiamy tym przykrości. Później przyszła kolej na „ludzkie domino”,  czy też obieranie jabłek z zatkanymi uszami w ciszy i skupieniu. Wszystkie ćwiczenia były tak skonstruowane, aby pomóc nam w zrozumieniu drogi, po której podążamy, by nauczyć nas dostrzegać to, co niewidzialne i rozwijać swoje zdolności.

            Druga część spotkania została przeznaczona na wstępne rozważania związane ze zbliżającą się sesją naukową na UKSW w Warszawie. Omawialiśmy swoje prace – „ciasteczkowe ludziki” i rozmawialiśmy o czterech porach roku życia człowieka, a przed kilkoma stypendystami zostało postawione bardzo trudne, odpowiedzialne zadanie – przygotowanie się do wystąpienia na listopadowej sesji.

 

Małgorzata Legacka

5 listopada 2011.„By pamięć pozostała...”W związku z minionymi świętami Wszystkich Świętych grupa stypendystów wraz z paniami Barbarą Bilwin i Barbarą Porowską udała się po południu na cmentarz na grób naszego starszego  kolegi stypendysty – Michała Bednarczyka.Złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze, modliliśmy się, a pani Basia Porowska opowiadała nam, jakim wspaniałym mężczyzną był Michał. Przepięknie recytował wiersze – ich sens wyrażał całym sobą, nie tylko poprzez słowa, ale także gesty, mimikę... Był niezastąpionym przyjacielem, koledzy nazywali go „Presley”, bo w wyglądzie miał podobno to „coś”, co czyniło go podobnym do znanego piosenkarza. Cieszył się z życia i czerpał z niego radość. Bardziej martwił się o drugiego człowieka niż o siebie. Jego ziemskie życie skończyło się szybko, zbyt szybko, ale pamięć o nim będzie trwać w nas wiecznie...

 

23 listopada - (środa) sesja na UKSW w Warszawie „Uczę się ciebie człowieku"... W poszukiwaniu duchowości człowieczeństwa.

Podczas sesji organizowanej przez Fundację AMF „Nasza Droga” oraz Katedrę Duchowości UKSW można było wysłuchać niezwykle ciekawych wypowiedzi. Referat  ks. prof. Aleksandra Posackiego SJ przestrzegał przed niebezpieczeństwami oferowanymi przez współczesną kulturę masową (nawet pozornie nieszkodliwymi), a zagrażającymi autentycznemu rozwojowi ducha ludzkiego.  Dr Igor Kozak podzielił się swymi doświadczeniami jako psycholog i  terapeuta młodzieży wychodzącej z nałogu narkomanii. Podawał sposoby terapii opartej na odpowiedzialności i wartościach biblijnych po to,  aby przywrócić ich do życia społecznego oraz również duchowego. Prof. Tadeusz Tołłoczko jako lekarz z wieloletnim doświadczeniem,  mówił o cierpieniu dającym mimo wszystko nadzieję i odrodzenie wewnętrzne. Niespodzianką był występ pana Jacka Cygana, który czytał wiersze o człowieczeństwie oraz własne utwory. Pokazał jak duchowości uczyć się można wrażliwością i otwartością na brzmienie pięknego słowa.

Ważną rolę odegrali stypendyści Fundacji, którzy podzielili się osobistymi refleksjami jak oni - jako młodzi ludzie rozumieją naukę bycia człowiekiem i to w różnych okresach życia – „czterech porach roku".

Oto wypowiedź absolwentki Fundacji - Iwony Smolińskiej, która trafnie podsumowuje ideę przewodnią spotkania;

uczenie się człowieczeństwa jest najważniejszym dziełem życia każdego z nas.„Cieszę się ogromnie, że mogę zabrać dzisiaj głos jako osoba, która do niedawna znajdowała się pod fundacyjnymi skrzydłami i choć  obecnie już  studentka, to wciąż  bardzo mocno z Fundacją związana.Z prawdziwym zainteresowaniem słuchałam jak moi młodsi koledzy dzielili się swoimi przemyśleniami o poszczególnych etapach w życiu człowieka. Uważam, że to fascynujące jak człowiek przemierza swoją życiową drogę, cały czas się ucząc. Każda pora roku bowiem to stawianie czoła nowym wyzwaniom.Ja osobiście bardzo lubię przyglądać się ludziom na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek. Ludzie są bardzo różni młodzi i starzy, weseli i zatroskani,  cisi i rozgadani, silni i słabi, każdy na swój sposób wyjątkowy, inny, niepowtarzalny. Czasami zastanawiam się jaka ja będę, gdy znajdę się w podobnej porze życia, co któraś z osób przeze mnie obserwowanych.  Czy będę wtedy na tyle zadowolona z przeszłości, by odważnie patrzeć w przyszłość?

Człowieczeństwo to dla mnie postawa, nad którą musimy nieustannie pracować niezależnie od tego ile mamy lat i jakie doświadczenia mamy już za sobą, ponieważ wiąże się ona z wielką odpowiedzialnością nie tylko za siebie, ale także za wszystkich, których spotykamy.  Pierwszym krokiem do budowy człowieczeństwa jest dla mnie właśnie przyjęcie tej odpowiedzialności, uświadomienie sobie, że człowiek nie może  wegetować sam dla siebie, ale powinien żyć dla innych, bo tak naprawdę tylko taki sposób życia daje prawdziwą satysfakcje i zadowolenie.

Idealnym momentem  do postawienia tego właśnie kroku jest wiosna życia.  Młody człowiek bowiem to ktoś, kto odkrywa świat; poznaje zarówno piękne jak i ciemne strony rzeczywistości, a także dokonuje pierwszych poważnych decyzji, które wpłyną na przebieg jego dalszego życia. Młody człowiek posiada w sobie także wielkie pokłady energii, która może być budująca lub niszcząca,  dlatego ważne jest, aby została ona skierowana we właściwą stronę.  Myślę, że my wszyscy, którzy trafiliśmy w tym etapie do Fundacji  mamy naprawdę  dużo szczęścia, ponieważ Fundacja AMF „Nasza Droga” działa według hasła  „daję - abyś i ty dawał” .  W praktyce odbywa się to tak, że podczas programu stypendialnego składającego się z wielu różnych spotkań, wykładów, wyjazdów, próbujemy dotrzeć do wnętrza naszych osobowości, żeby wydobyć z siebie to co najlepsze, by potem móc tym się dzielić z innymi. Dziś, gdy już patrzę na to wszystko z pewnej perspektywy, dzielę swoje życie na dwa okresy:  życie zanim znalazłam się w Fundacji i życie od czasu, gdy jestem w Fundacji.  Co zatem różni te moje dwa osobiste etapy?  Przede wszystkim mój sposób postrzegania świata, swojego miejsca w świecie,  drugiego człowieka, a także Boga.  Gdy zostałam przyjęta do grona stypendystów, byłam bardzo zagubiona. Wyrosłam już wtedy z przekonania, że świat jest bezpieczny i piękny.  Wiedziałam, że muszę swoje życie oprzeć na jakiś solidnych fundamentach, ale w  moim domu nie było odpowiednich wzorców, a ja nie wiedziałam jak je znaleźć. Nie chciałam, żeby moje życie przemknęło mi przez palce, ale jednocześnie czułam, że jestem za słaba , żeby podjąć walkę z tymi wszystkimi ludzkimi słabościami , które tak naprawdę przeszkadzają nam przemierzyć swoje życie godnie. Dzięki ludziom tworzącym Fundację mogłam zrzucić z siebie skorupę, w której jako dziecko się chowałam, uwierzyć w siebie, zrozumieć, że stać mnie na to, żeby zrealizować swoje cele, jeśli włożę w to odpowiedni wysiłek.  Przekonałam się, że ja też jestem innym potrzebna, że odgrywam ważną rolę w ich życiu, dlatego czasem, gdy już nie potrafię dla samej siebie zmobilizować się do działania, to wiem, że muszę zrobić to dla innych i nie mogę ich zawieść.  Prawdziwym dopełnieniem tego wszystkiego, co wyniosłam z Fundacji, była pielgrzymka do Ziemi Świętej, którą przeżyliśmy w ubiegłoroczne wakacje. Przełomowym momentem w trakcie naszej pielgrzymki było dla mnie przejście przez pustynię. W ciągu kilku godzinnej wędrówki zrozumieliśmy jak ciężko się idzie, gdy otoczenie jest nieprzyjazne - upał, brak stabilnego gruntu pod nogami, jak ważny jest drugi człowiek obok, który wyciąga pomocną dłoń,  a każdy krok musi być dobrze przemyślaną decyzją.  Ja przez całą drogę myślałam o tym jak Szatan kusił Jezusa i jak kusi teraz mnie. Uświadomiłam sobie, że ilekroć w moim życiu chciałam osiągnąć coś ważnego, to nigdy mi się to nie udawało, bo albo wybrałam zły sposób, albo stwierdziłam, że na pewno mi się nie uda i zaniechałam podejmowania działań.  Pustynia pokazała mi, że trzeba zdecydowanie iść do przodu, zaufać Bogu i nie dać rozproszyć żadnym podszeptom. Droga, którą wybierze dla nas Bóg może być bardzo trudna, ale gdy dojdziemy do upragnionego celu, radość będzie na tyle ogromna, że wynagrodzi nam cały trud.  Taka właśnie była nasza radość, gdy udało nam się zwycięsko przejść przez pustynię. Między innymi dlatego nie lubię, gdy mówi się, że duchowość dziś to nie potrzebny bagaż. Dla mnie jest to bagaż wręcz niezbędny. O ile życie to taka podróż, duchowość jest  jak apteczka, w której znajdujemy wszystko, co pozwala nam przetrwać.

Teraz czekam na swoje lato życia. Oczywiście mam pewne obawy, bo to chyba normalne, że boimy się tego, co nieznane, ale mój strach nie jest paraliżujący tylko bardziej motywujący.  Wiem, że na tym etapie ludzie często koncentrują się na pogoni za sukcesem, gromadzeniu pieniędzy, często zapominając o tym co tak naprawdę istotne: o miłości, rodzinie, przyjaźni, religii. Właśnie na tym zamierzam się skupić, żeby nie dać się wciągnąć w ten wyścig na mecie którego nie czeka nic więcej prócz samotności. Samorealizacja jest w pewien sposób ważna, ale nie zamierzam jej podporządkowywać całego swojego życia.

Jesień życia jest dla mnie najpiękniejszą ze wszystkich pór, dlatego bardzo dziwi mnie dzisiejszy kult młodości, który opowiada się za tym, że należy walczyć ze wszystkimi oznakami starości, bo to takie nieestetyczne. A tak naprawdę to przecież każdy siwy włos, czy też każda zmarszczka jest jak pamiątka, bo doświadczeniu, które człowiek zdobył pod czas swojej ziemskiej wędrówki, dlatego powinien nosić je z dumą.  Jesień to czas, kiedy człowiek jakby zbiera plony z całego swojego życia. Patrzy jak dzieci dorosły, założyły swoje rodziny, pojawiają się wnuki. Wydaje mi się, że człowiek wtedy się cieszy, że tyle osiągnął. Gdy doczeka się takiej jesieni, to nawet śmierć nie jest straszna, bo ma się świadomość, że nigdy się nie umrze do końca, że to co dobrego udało nam się zdziałać wciąż będzie żyło.  Dlatego „ daję, abyś i ty dawał” i ten co od Ciebie bierze, żeby podał dalej…  I tak bez końca”.

Iwona Smolińska