AMF Fundacja Nasza Droga

Rok 2019-2020
fundacyjny rok dotykania Wszechświata

Kamienie milowe naszej drogi...

Rok 2005 - sierpień

Od 1 do 16 sierpnia stypendyści doskonalili swój język angielski na obozie w Wierzbie.

Wakacyjny wyjazd był w tym roku dla stypendystów Fundacji AMF okresem szczególnie pracowitym. W dniach od pierwszego do szesnastego sierpnia odbył się obóz językowy w miejscowości Wierzba na Mazurach.
       Była to doskonała okazja do pogłębienia znajomości języka angielskiego. Lekcje odbywały się w salach Centrum Konferencyjnego Państwowej Akademii Nauk. Młodzież podzielona na pięć grup siedmioosobowych spędzała tam większość swego czasu. Zajęcia prowadziły lektorki, które szybko zaskarbiły sobie sympatię stypendystów. Dzięki przyjaznej atmosferze godziny nauki mijały szybko i przyjemnie.


Grupa London


Grupa Oxford


Grupa Belfast


Grupa Dublin


Grupa Newcastle


Odrabianie lekcji


       Czas wolny od zajęć językowych stypendyści spędzali na kąpielach w jeziorze, grze w  siatkówkę, opalaniu, zajęciach fundacyjnych (warsztaty teatralne i przygotowywanie inauguracji nowego roku stypendialnego). Wieczory upływały na przygotowywaniu się do zajęć angielskiego i rozmowach. Odbyło się też kilka wycieczek, między innymi rejs statkiem do Mikołajek, wyjazd do Świętej Lipki, Wojnowa, Wilczego Szańca w Gierłoży, Muzeum Ziemi Mazurskiej, spacer do Popielna.


Św. Lipka


W Wilczym Szańcu


W Praniu na konkursie piosenek Agnieszki Osieckiej


       Państwo Anna i Maciej Formanowiczowie wraz z Gośćmi z Niemiec odwiedzili młodzież na obozie czternastego sierpnia i spędzili z nią kilka godzin. Rozmawiano o sprawach Fundacji, dzielono się wrażeniami z obozu, refleksjami z upływającego roku stypendialnego. Na koniec wykonano pamiątkowe zdjęcie wszystkich stypendystów i Gości na tle jeziora.


Pamiątkowe zdjęcie z obozu


Na zakończenie dostaliśmy prezenty


      Tegoroczny wyjazd na piękne Mazury był czasem dobrej zabawy, ale i przede wszystkim wysiłku nad doskonaleniem języka angielskiego. Młodzieży pozostały miłe wspomnienia i satysfakcja z dobrze spędzonych dni.


Przy ognisku

Opracował Adam Socik

WYCIECZKA DO WOJNOWA, ŚWIĘTEJ LIPKI, GIERŁOŻY I OWCZARNI

W trakcie obozu językowego, 8 sierpnia, pojechaliśmy na wycieczkę do Świętej Lipki i innych miejscowości na Mazurach.
Na początku udaliśmy się do Wojnowa, gdzie znajduje się klasztor i cmentarz starowierców. Wielu ciekawych rzeczy dowiedzieliśmy się o nich już w autokarze od pani Ewy Krawieckiej. Tak więc starowiercy, zwani inaczej raskolnikami, powstali w wyniku ruchu religijno-społecznego w Rosji w XVII wieku skierowanemu przeciwko oficjalnemu prawosławiu. Powstali w reakcji przeciwko reformom kościelnym wprowadzonym przez patriarchę Nikona. Zostali potępieni i prześladowani. Uchodząc z Rosji część osiedliła się właśnie na Mazurach.
Na cmentarzu o prawosławiu opowiedziała nam jedna z pań lektorek, pani Karolina Chilecka. Dowiedzieliśmy się na przykład, że w przeciwieństwie do katolików nabożeństwa trwają od 2 do 2,5 godziny oraz, że nie ma ławek, więc cały czas się stoi.
Następnie udaliśmy się do Świętej Lipki, gdzie uczestniczyliśmy we mszy świętej, zaś później ojciec jezuita Marek oprowadził nas po tym pięknym sanktuarium. Nasz przewodnik nie tylko wszystko wiedział, lecz także opowiadał świetne kawały, a nawet zrobił szpagat. Oczarował nas tym barokowym, pełnym iluzji kościołem. Na koniec wysłuchaliśmy koncertu na słynnych ruchomych organach, podczas którego nie mogliśmy oderwać oczu od poruszających się figurek.
Kiedy wysiedliśmy w Wilczym Szańcu, w środku lasu, a wszystkim było bardzo zimno, nie byliśmy zbyt szczęśliwi, lecz mając ogromne szczęście trafiliśmy na genialnego przewodnika, również o imieniu Marek. Zaciekawił nas tym miejscem, które stało się w II wojnie światowej kryjówką i głównym ośrodkiem dowodzenia Adolfa Hitlera. Byliśmy pod wrażeniem geniuszu budowli tego miejsca, które w okresie wojny było nie do zdobycia. Wszystkich zdziwiła wiadomość o miłości Hitlera do przyrody. Nie pozwolił, aby drzewa w Wilczym Szańcu były kaleczone, ale rozkazy o zabójstwach wydawał z zimną krwią.
Na koniec udaliśmy się do Owczarni, gdzie znajduje się Muzeum Ziemi Mazurskiej. Mieści się ono w małym, parterowym domku. Zobaczyliśmy tam bardzo ciekawe eksponaty, między innymi ręczną sokowirówkę, odkurzacz, pralkę, lodówkę – wszystkie z lat dwudziestych ubiegłego wieku! i wiele innych sprzętów domowych, które dawniej ułatwiały życie mazurskim paniom domowym. Zapoznaliśmy także się z wystrojem takich domostw.
Wycieczka wszystkim bardzo się podobała. Ten dzień pełen wrażeń był odpoczynkiem od codziennej nauki.

Sprawozdanie z wycieczki napisała Natalia Szydlik

Dnia 15 sierpnia Stypendyści pojechali do Muzeum Konstantego I. Gałczyńskiego w Praniu. Zwiedzili muzeum i wysłuchali koncertu, piosenek Agnieszki Osieckiej w wykonaniu 10 wokalistów amatorów

W Praniu jest obecność ducha poezji Gałczyńskiego

Wywiad z panem Wojciechem Kassem – animatorem kultury w Praniu przeprowadziła Natalia Szydlik
 
Natalia: Jaka jest historia powstania muzeum Konstantego I. Gałczyńskiego w Praniu?

P WOJCIECH KASS: Leśniczówka Pranie powstała ok. 1880 roku. Początkowo była drewniana. Murowaną postawiono w 1909 r. wraz z oborą, w której dzisiaj znajdują się pomieszczenia administracyjne muzeum. Do 1945 r. pracowało w niej  trzech niemieckich leśniczych. Ostatnim z nich był Hugo Schmidt. Jego córka odwiedziła leśniczówkę w 1998 r. i przekazała na rzecz muzeum niezwykle cenne zdjęcia tegoż obiektu z okresu II wojny światowej. O spotkaniu z nią napisałem wiersz "Pocieszenie", który ukazał się w tomiku "Jeleń Thorwaldsena". Po wojnie pierwszym polskim leśniczym był Stanisław Popowski. To on podejmował w Praniu poetę, jego żonę Natalię i córkę Kirę. Od 1956 r. leśniczówką zawiadywał Kazimierz Śmigielski. Dziesięć lat po śmierci poety, w 1963 r. na ścianie frontowej wmurowano marmurową tablicę upamiętniającą jego obecność w tym miejscu. Dwa lata później w dwóch pierwszych pokojach leśniczówki Muzeum Warmii i Mazur zorganizowało Izbę Pamięci, która podlegała Powiatowemu Domowi Kultury w Piszu. W połowie lat 70, kiedy to Pranie znalazło się w granicach administracyjnych województwa suwalskiego, podjęto decyzję o powstaniu w Praniu muzeum. W tą ideę zaangażowany był Zygmunt Filipowicz, dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach oraz córka poety Kira Gałczyńska. Uroczyste otwarcie muzeum nastąpiło w czerwcu 1980 r. a opiekę nad nim przejęła córka, wraz ze swym mężem Januszem Kiliańskim. W 1997 r. Kira Gałczyńska przeszła na emeryturę, a ja zostałem jej następcą. W 2000  r. po kolejnej reformie administracyjnej kraju, Pranie znalazło się ponownie w województwie warmińsko-mazurskim (dawne olsztyńskie) i przejęte zostało przez Starostwo Powiatowe w Piszu, które utworzyło oddział muzeum w Praniu - Muzeum Michała Kajki w Ogródku.
 

N: To miejsce żyje dzięki koncertom, czy jest trudna ich organizacja?

P. W.K: Kiedy wraz z żoną Jagienką zacząłem opiekować się spuścizną poety w Praniu, napisałem autorski program "Leśniczówka Pranie - Ośrodek Promienny" nawiązując w nazwie do Towarzystwa Promienistych Tomasza Zana, które było odnogą takich organizacji studenckich w Wilnie I połowy XIX wieku, jak Filomaci i Filareci. Do realizacji tego programu powołaliśmy Stowarzyszenie Leśniczówka Pranie, którego jestem prezesem. Dlaczego ten program? Otóż pomyślałem sobie, że tego typu małe i skromne muzea literackie muszą odnowić swoją formułę, aby nie stać się martwymi. Zwiedzanie stałej ekspozycji, gdzie ludzie wchodzą i wychodzą, to zdecydowanie za mało. W związku z tym organizujemy w Praniu koncerty, recitale, wernisaże, prelekcje, warsztaty. Ponadto stowarzyszenie, jak i muzeum wspólnie z innymi instytucjami na Mazurach organizuje festiwale, konkursy poetyckie, prelekcje i spotkania autorskie. Poza tym jako pisarz i członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich jestem członkiem jury rozmaitych ogólnopolskich konkursów, w całej Polsce prowadzę wykłady, warsztaty i występuję na swoich spotkaniach autorskich.
Każdego roku najtrudniejszym etapem realizacji programu "Leśniczówka Pranie - Ośrodek Promienny" jest pozyskiwanie funduszy. Potrzeby finansowe są duże, wszak w Praniu występują najlepsi artyści w Polsce.

N: Pracuje Pan w Praniu ładnych parę lat, czy utkwiła w Pańskiej pamięci jakaś wyjątkowa bądź zabawna sytuacja?

P. W.K: Takich sytuacji o które Pani pyta jest mnóstwo i ich przytoczenie tutaj przekracza zapewne ramy tego wywiadu. Ale jedną z nich opowiem: z chwilą rozpoczęcia gospodarzenia w Praniu postanowiliśmy z żoną otworzyć to muzeum dla społeczności lokalnej, jak i turystów z całej Polski. Chcieliśmy, aby było ono czymś więcej, niż instytucją otwartą "od - do" i rządzącą się chłodnymi prawami biurokracji. Tu i ówdzie w mediach opowiadaliśmy o tej otwartości. I którejś zimowej nocy, około 5.00 nad ranem obudziło nas pukanie do drzwi. Wyszedłem zaniepokojony i zobaczyłem mężczyznę, nieco chwiejnie stojącego na nogach z zawadiacko przekrzywionym krawatem. Oświadczył, że chciałby się tutaj zatrzymać na parę godzin, bo wraca z imprezy i nie ma czym wrócić do domu. Zaskoczony zapytałem skąd ten pomysł. Odpowiedział, że wyczytał w gazecie, że Pranie jest zawsze otwarte dla gości.

N: Czy ma Pan nowe pomysły do zrealizowania w Praniu?

P. W.K.: Jest ich tak dużo, że mógłbym nimi obdarować całą Europę. Ale choćby dwa z nich: w 2007 roku podczas sezonu kulturalnego w Praniu chciałbym gościć tylko artystów z Krakowa, słowem taki Kraków na Mazurach. Dotyczy to zarówno muzyków, aktorów, jak i poetów. Bo w Praniu najczęściej występują artyści z Warszawy. Jak dotąd z Krakowa występował parokrotnie Grzegorz Turnau, a także  Andrzej Sikorowski, Leszek Aleksander Moczulski, Leszek Długosz i aktor Jan Monczka.
Z chwilą kiedy po 1989 roku nastała III Rzeczpospolita Polska, wzorując się na kinie amerykańskim, zaczęły powstawać w Polsce filmy gangstersko-mafijne. Niektórzy polscy aktorzy zaangażowali się w to kino i kojarzeni są albo z okrutnymi mafiozami, albo ze skorumpowanymi policjantami, etc. Dlatego też chciałbym przełamać ich wizerunek "twardzieli" i zaprosić ich na scenę prańską, by recytowali poezję. Mam na myśli np. Bogusława Lindę, Macieja Kozłowskiego, Marka Kondrata, Andrzeja Chyrę, Mirosława Bakę i innych.

N: Jest pan autorem książek o Gałczyńskim. Co tak bardzo jest niezwykłego w Jego postaci i dziełach? Czy część tej niezwykłości "wyczuwalna" jest w leśniczówce w Praniu i okolicy?

P. W.K.: Może sprostuję: jestem autorem ośmiu książek i tylko jedna dotyczy Gałczyńskiego, a raczej pewnych mitów i legend związanych z tym poetą. Powiem szczerze - niełatwo jest pisać w Praniu poezję po tak wielkim poecie. Niełatwo znaleźć w tym miejscu niszę dla swego poetyckiego garbu. Kiedy codziennie wychodzę na podwórzec leśniczówki uświadamiam sobie, że on tu wszystko nazwał, ze jego metafory rozwieszone są na drzewach, pływają w jeziorze, rozciągają się na niebie. Pytając mnie o klimat ma Pani zapewne na myśli, czy duch poety wciąż jest obecny w leśniczówce. Zdaję sobie sprawę, że nie chodzi o takiego ducha, który błąka się gdzieś po strychu, czy ukazuje się na dachu leśniczówki, niczym biała dama w zamkach średniowiecznych. W Praniu jest obecność ducha poezji Gałczyńskiego, obecność jego oryginalnego, niepowtarzalnego języka, który ma taką moc i dynamikę, że jeszcze dla wielu pokoleń po  nas będzie on ogromnym darem.

N: Dziękuję!


WYCIECZKA DO POPIELNA

Podczas pobytu na obozie językowym w Wierzbie postanowiliśmy odwiedzić stację Badawczą w pobliskim Popielnie, która została założona w 1955 r. Pani przewodniczka zapoznała nas z działalnością placówki, a w Muzeum obejrzeliśmy zdjęcia, poroża i szkielety zwierząt, które odegrały dużą rolę w postępach badawczych.
W trakcie wycieczki dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o bobrze europejskim. Jest to największy gryzoń na naszym kontynencie, a uścisk jego szczęki jest równy 1, 5 tony! Pozwolono nam pogłaskać te zwierzątka. Wszyscy byli zdziwieni ich delikatnym futerkiem i łagodnością w stosunku do ludzi.
Popielno słynie z hodowli koników polskich. Pani przewodniczka udzieliła nam wielu informacji dotyczących powstania tej rasy. Konik polski to prawdopodobnie krzyżówka tarpanów i koni domowych. Charakterystyczne w ich wyglądzie są niewielki wzrost, bułana sierść i czarna pręga na grzbiecie. Wykorzystywane są w celach rekreacyjnych ze względu na ich łagodne usposobienie.
W ośrodku prowadzi się eksperymenty polegające na krzyżowaniu ras zwierząt. Obecnie na terenie rezerwatu przebywa Brutus, który jest oryginalnym połączeniem trzech różnych gatunków: bizona amerykańskiego, żubra i krowy czerwonej.
Na zakończenie wycieczki udało nam się zobaczyć z bliska łanie i jelenie spacerujące po pastwiskach. Pobyt w Popielnie uważamy za bardzo udany.
Sprawozdanie napisał Adam Socik